Angenommen …

Judtih-Arlt-800-(c)freistern… das Weltall bestünde aus Schreibfehlern und wäre in Wirklichkeit ein Tal voller Wellen. Dann könnte ich den ablandigen Abendwind nutzen und auf den Wellen reiten. Ich bräuchte nur auf das nächste Orkantief zu warten, das die Wellen hoch aufbäumt. Und schon käme ich über den Berg.

Geboren wurde ich als Judith Büsser in Liestal. An den nördlichen Ausläufern des Faltenjuras. In der Nacht und zu der Stunde, als der erste Satellit in die Erdumlaufbahn gelangte. Lies-Tal ist das Tal des Leseimperativs. Lesen konnte ich immer schon. Schreiben hingegen lernte ich im Gestadeck-Schulhaus. Es liegt am kleinen, weiblichen Fluss, der Ergolz. Die mündet in den mächtigen Rhein und der führt in die Nordsee.

Aber das Leben ist kein Flusslauf. Wirbelstürme bringen auch Himmelsrichtungen durcheinander. Die Erde dreht sich kontinuierlich unter zwei Flutbergen. Den Namen Arlt erwarb ich rechtmäßig auf einem Standesamt in Warschau und rückte an die erste Stelle des bürgerlichen Alphabets. Mein Debüt war schon unter dem Geburtsnamen erschienen und seither wird mir nachgesagt, ich würde auch unter Pseudonym veröffentlichen. Dass dies Unsinn ist, versuchte ich in Clarissas Krambude richtigzustellen. Vergeblich!

Ans Wattenmeer trugen mich weder Wind noch Welle sondern vorsortierte Worte. Das Zimmermannsalphabet. Bepackt mit Nagelklaue, Lochsäge und Zugmesser suchte ich den Platz unter dem Himmel, der mir erlaubte, Schwiegervaters Unglück zu verschriftlichen. Meldorf ist der Ort des Meldens, die mittelalterliche Versammlungsstätte der bäuerlichen Entscheidungsträger in Dithmarschen. Hier erstelle ich bereits das zweite Alphabet: das Wattalphabet. Ich lausche dem Wattknistern, laufe auf trockenfallenden Wattflächen, lerne das tonangebende Schlickwatt vom Quellerwatt und Mischwatt zu unterscheiden.

Angenommen, das Weltall besteht tatsächlich aus Rechtschreibfehlern, dann ist es kein Wunder, dass ich aus dem Tal des Leseimperativs an den Ort des Meldens gelangte. Sputniks monotones „piep“ verstummte nach 21 Tagen, er selbst verglühte nach 92 Tagen. Ich aber schreibe immer noch. Als Judith Arlt. In Meldorf.

© Judith Arlt 2014


A gdyby …

Judith Arlt… wszechświat nie był wszechświatem, nie był światem wszystkich ani wszystkiego, tylko moim małym skarbcem. Przemieniłabym go w prywatną dolinę pełną wody. Wieczorami wykorzystywałabym wiatr od lądu, pływając po spokojnych falach. Cierpliwie czekałabym niżu huraganowego, silnej kipieli, wysokich fal przybojowych, żeby ześlizgnąć się po drugiej stronie szczytu.

Urodziłam się jako Judith Büsser w Liestal, na północnym krańcu pofałdowanych gór jurajskich. Światło nocne ujrzałam w momencie, w którym pierwszy sztuczny satelita dotarł do orbity okołoziemskiej. Lies-Tal – to szwajcarska dolina [niem. Tal] czytania [niem. lesen] w trybie rozkazującym [niem. lies!]. Czytać umiałam więc od razu. Pisać natomiast musiałam się nauczyć. W szkole o nazwie Gestadeck. Jej gmach stoi na brzegu małej rzeczki Ergolz, która uchodzi do wielkiego Renu, który wpada do Morza Północnego.

Życie jednak nie toczy się jak rzeka. Orkany potrafią wytrącić z równowagi nawet strony świata. Ziemia kręci się nieprzerwanie pod dwiema falami. Nazwisko Arlt zdobyłam legalnie w Pałacu Ślubów w Warszawie i awansowałam na pierwsze miejsce w alfabecie cywilnoprawnym. Debiut literacki został wydany pod nazwiskiem panieńskim i dlatego mówi się dziś, że publikuję również pod pseudonimem.

Na brzeg Wattów nie zrzuciły mnie ani sztormy, ani bałwany, lecz posegregowane słowa. Alfabet cieśli. Zaopatrzona w otwornicę, młotek i ołówek szukałam terenu, który pozwoliłby mi opisać nieszczęście teścia. Meldorf – to miejsce meldunku. Tu w średniowieczu spotykali się chłopi i decydowali o wszystkich ważnych sprawach w Dithmarschen. A ja tutaj układam już drugi alfabet: skorowidz Wattów. Godzinami przysłuchuję się szelestowi bełkaczków, wędrując po równi pływowej odsłoniętej po odpływie. Nauczyłam się odróżniać halofity od sukulentów, rośliny słonolubne od goździkowatych, wiechlinowate od szarłatowatych.

Jeśli więc wszechświat nie jest światem wszystkich, to nikogo nie może dziwić, że z Doliny Czytaj! dotarłam do Miejsca Meldunku. Monotonne piknięcia sputnika zamilkły po 21 dniach, on sam spłonął po 92 dobach. Ja natomiast w dalszym ciągu piszę. Jako Judith Arlt. W Meldorfie.

© Judith Arlt 2014

Schriftstellerin | Übersetzerin | deutsch und polnisch